Odliczając dni przez cały kontrakt w pewnym momencie przychodzi ten dzień w który budząc się już wiesz, że to właśnie dzisiaj wsiądziesz do samolotu i wrócisz do domu. Jak to zwykle bywa samolot w godzinach późno wieczornych więc wejście do domu raczej bez wielkich przytulasów na wejsciu, przecież ona śpi przed pracą a jest 3 w nocy – no ale nie odpuścisz kilku buziaków i szybkiego chociaż przywitania się po takim czasie, które w większości przypadków kończy się rozmową do rana i gorącym seksem. Aż pewnego dnia widzisz stopniowe zmiany zachowania, nerwowe reakcje, zupełnie inną osobę niż na codzień i przychodzi Ci do głowy tylko jedna rzecz, która na początku siłą rzeczy odrzucasz tłumacząc sobie -”może ma gorszy okres,może przez pracę,niedługo wszystko wróci do normy.” Jednak, kiedy sytuacja zaczyna być niezmienna a wręcz obydwoje zaczynacie dostrzegać zmiany zachowania dochodzicie do jednego,zmieniającego Wasze życie przekonania a ja usłyszałem dokładnie te słowa – „kochanie, pojedź do apteki po test”. Była wczesna jesień, około godziny 21 kiedy czekaliśmy na wynik, dla mnie on od początku był oczywisty i spodziewałem sie, że zaraz dowiem się właśnie tego – będę ojcem! Chyba większość z Was, która miała z tym już do czynienia spotkała się z tymi uczuciami co ja. Na początku śmiech,radość,zadowolenie i szczęście a później ? Wraz z kolejnym wyjazdem na statek przychodziły wątpliwości ale nie te czy faktycznie chce być ojcem bo to była dla mnie rzecz oczywista od samego początku ale te które były związane z tym jak ja sobie poradzę w tej roli, jak pogodzę pracę z ojcostwem. Jak sprawie żeby ten maluszek o mnie pamiętał a nie poznawał za każdym razem obcego mężczyznę wracającego do domu i dezorganizujacego jego czas z tylko jego mama!? Tak właściwie minęło całe oczekiwanie aż do lipca kolejnego roku. Wiedziałem od poczatku, że w momencie narodzin, których termin przypadał na sierpień chce koniecznie być w domu dlatego też zdecydowałem się na „chorobowe” i opuszczenie 2kółek czyli pobyt w domu 3miesięcy. Wróciłem że statku w dniu 17lipca z myślą, że mamy jeszcze około miesiąca na przygotowanie siebie i załatwienie wszystkich niezbędnych rzeczy. Kiedy obudziliśmy się 19lipca nic nie wskazywało na to, że już dzisiaj nasz życie odmieni się o 180stopni. O 2300 byliśmy już w szpitalu, o 8rano zostałem ojcem. Do tej pory kiedy o tym myślę zdaje sobie sprawę jaki prezent dostałem od niego, że zdecydował się poczekać na mój powrót – ciężko by mi było żyć ze swiadomością,że spóźniłem się jeden czy dwa dni. Mieliśmy całe dwa miesiące razem, które spędziliśmy na wspólnie nieprzespanych nocach, długich spacerach i poznawaniu siebie a tu nagle bam bam BAM urlop minął czas jechać…jak ciężko było zostawić tego małego chłopca nie macie pojęcia, każdy dzień na statku był męczarnia, odliczałem każdą godzinę patrząc co chwilę w kalendarz. Wracając do domu za każdym razem zdawałem sobie sprawe,że dezorganizuje całkowicie to co oni wypracowali sobie wspólnie przez te 6tygodni mojej nieobecności. Kończyło się to niejednokrotnie problemami ze snem, niedojadaniem mleka, nerwowym zachowaniem i brakiem spokoju tego szkraba a my…zaczynaliśmy się poznawać za każdym razem od nowa, a kiedy udawało nam się już znaleźć wspólny język kolejny raz przychodził dzień wyjazdu. I tak aż do dzisiaj za każdym razem kiedy wracam jest w środku tą niepewność, która mówi – „jak zareaguje? Czy dam radę położyć go spać? Czy będzie chciał spedzac ze mną czas?”

Od kiedy zostałem ojcem każdego dnia myślę o tym czy nie zmienić zawodu, nie spróbować czegoś innego aby tylko być bliżej domu i móc uczestniczyć w jego życiu jak najwiecej ale jest też druga strona tego medalu – zapewnienie mu jak najlepszego startu i wejście w życie – dlatego nadal tu jestem. Czy się męcze? Chyba tak ale zdałem sobie już sprawę,że tak po prostu musi być, taka właśnie będzie moja rola w jego życiu a postaram się ją z całych sił odegrać w taki sposób aby nigdy nie mógł czuć się samotny,aby wiedział, że ma ojca przyjaciela a nie osobnika w domowym stadzie. Myślę,że powoli zaczynamy się docierać i za każdym razem jest dużo lepiej i mam ciągła nadzieję,że nigdy nie uslysze, szkoda Tato,że nie byłeś na moich pierwszych urodzinach (tak właśnie za kilka dni je przegapie), szkoda,że zabrakło Cię na mojej komuni, szkoda,że byłeś w morzu kiedy miałem miałem przedstawienie w szkole – chociaż lepiej żeby żałował, że nie ma mnie w domu niż żeby cieszył się kiedy wyjeżdżam a z tym co stracę już muszę poradzić sobie sam.

  3 comments for “

  1. 13 lipca 2017 o 19:57

    Myślę, że w tej sytuacji faktycznie najlepszą drogą będzie wiara w to, że tak ma być. Robisz to, co chciałeś, ktoś to robić musi. Synek sam sobie wykreuje wizerunek taty, a prawdopodobnie zarazisz go pasją, dasz przykład. A może właśnie odwrotnie? Będzie pamiętał, jak brakowało mu taty, więc sam swoją rodzinę poprowadzi inaczej. Niemniej jednak- odegrasz rolę ojca, choćby nie wiem jakie miała przynieść konsekwencje.

  2. ~Marta
    14 lipca 2017 o 08:40

    Cieszę się, że znalazł się facet, który postanowił o tym napisać ;-). Sama czekam na swojego Marynarza, ale jest trudno, bo raz, że to obcokrajowiec, dwa, że kontakt bardzo utrudniony od dwóch miesięcy…Nie wiem co mnie czeka, a jednocześnie tęsknię…
    Pozdrawiam ;-)

    • Marcin
      15 lipca 2017 o 02:05

      Na pewno wszystko jest w jak najlepszym porządku! Staram się w jakiś możliwie przystępny sposób opisać moją historię i swoje uczucia jednocześnie zdając sobie sprawę,że jak na chwilę obecną nie idzie mi doskonale że skladnia, interpunkcja its ale staram się!;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *