Magia branży Offshore.

Offshore,platformy,supply,AHTS,seismic…każdy z marynarzy,który słyszy te nazwy automatycznie odwraca się i szuka źródła ich pochodzenia. Spełnienie marzeń zarówno tych finansowych,kontraktowych jak i statkowych spotyka się tu z wykreowaną od dawna piękna bajką pisaną przez nielicznych którym udało się załapać do branży. Kto przecież nie chce pływać 4/4 tygodnie, za stawkę 200% większą niż na handlówce i to w dodatku na najnowocześniejszych statkach na świecie? Niestety statków tej specjalizacji jest jak na lekarstwo w stosunku do ilości chętnych a firmy wymagają 1000 letniego doświadczenia na zajmowanej pozycji i papierów, które równie dobrze mogłyby nam pozwolić na rejs wokół Jowisza z kilkoma lądowaniami międzyplanetarnymi. Mój pobyt w domu po powrocie z masowca Federal Leda skutkował odreagowaniem po długim pobycie za granicą,liczne imprezy,nowo poznani ludzie czyli tak naprawdę relaks i korzystanie z życia w 100%. Nie da się tu pominąć poznanej kobiety z którą spędziłem bardzo miły oraz ciekawy okres swojego życia. Swoją szansę dostałem od razu na drugim kontrakcie,kiedy przemily człowiek zajmujący się crewingiem zadzwonił do mnie miesiąc przed świętami Bożego Narodzenia. Akurat udało mi się bezproblemowo zaliczyć piąty semestr więc bez zastanowienia przyjąłem propozycję jedną ręką trzymając telefon a drugą “na szybko” wypisując podanie do dziekana o urlop ze względu na otrzymanie kontraktu z firmy w której de facto zaczynałem pływanie. Statkiem na który miałem się udać był jeden z kilku wybudowanych we Włoszech AHTS-ów pływających pod szyldem UOS z załogą brytyjsko-polska. Bilety na samolot wraz z kontraktem (UWAGA! Opiewającym na całe 550 euro) otrzymałem tydzień przed wylotem. Statek aktualnie obsługiwał pole naftowe na północ od egipskiego portu Abu-Qir,fajne rejony, piękna pogoda czego chcieć więcej? Na egipskim lotnisku wylądowałem około godziny 16 miejscowego czasu, szybkie zakupy w strefie wolnocłowej i udałem się z agentem do samochodu. Po przejechaniu około 300km moim oczom ukazał się przepiękny,wielki hotel który tylko potwierdził bajkę dotycząca magii Offshore – piękny hotel,wspaniała obsługa,trzy baseny,jedzenie dostarczane do pokoju a wszystko to w ilościach całkowicie nieograniczonych. Nie przywykłem do takiego traktowania więc jak dzikus zamówiłem sobie jedynie kanapkę i butelkę wody żeby w razie czego nie musieć wyciągać z portfela w którym wiele jednak było – jednak życie studenckie mocno drenuje budżet :) Z tych wszelkich atrakcji skorzystałem dopiero w 110% wracając z tego statku,gdzie po zasięgnięciu języka u kolegów dowiedziałem się,że wszystkie rachunki są płacone przez firmę i nie ma co oszczędzać :) Kolejnego dnia po śniadaniu,które odbywało się na tym samym poziomie co znajdowała się strefa relaksacyjna (ogromne akwarium z cudownymi rybami zapierało dech w piersiach!) wsiadłem z powrotem do rozklekotanego vana i ruszyłem bezpośrednio do portu wojskowego, gdzie oczekiwał na mnie już statek. Pierwsze wrażenie? Niesamowite. To zupełnie coś innego zobaczyć tak zaawansowany technicznie sprzęt,pięknie pomalowany i wyposażony w rzeczy których nigdy nie widziałem a nawet nie słyszałem ! Tu nie trzeba było uważać,żeby nie pobrudzić ciuchów “na statek” które jednocześnie były ciuchami “ze statku” bo wszystko tu było po prostu czyste. Wchodząc do środka i udając się do kabiny pierwsze co przykuło moją uwagę to cudowna,lśniąca podłoga a drzwi od kabin tak czyste,tak nowe jakby dzisiaj były jeszcze wstawiane. Otwierając kabinę nie spodziewałem się,że na statku można mieć takie warunki życiowe – ogromny prysznic z radiem!, telewizor skierowany do koi z polską telewizja!,dyskretnie usytuowana lodówka, ogromne biurko na którym znajdował się na wyposażeniu komputer ale miejsca wystarczyło spokojnie również na mój laptop. Oczywiście poza cyfrowym Polsatem mieliśmy do dyspozycji internet nadawany przez routery WiFi jak i wychodzące kable w ścianach kabin. Pięknie. Pracowaliśmy w systemie 6 na 6 godzin a ja zostałem przydzielony do wachty mająca służbę od 12 do 18 i od północy do 6 rano – niestety traf chciał, że oficerem na tej wachcie pełniącym kontrolę był przygłupi szkot, który upatrzył sobie we mnie kozła ofiarnego. Praca sama w sobie nie była ciężka, statek głównie obsługiwał 3 platformy oddalone od siebie o kilkanaście mil morskich a naszym zadaniem głównie było dostarczenie kontenerów z jedzeniem,sprzętem jak i świeżej wody czy paliwa. Widok platformy wiertniczej na początku zrobił na mnie ogromne wrażenie, potężne nogi zbudowane z grubych rur tworząc konstrukcję na której opierała się cała część hotelowa i robocza,wiertło zanurzające się w wodzie, potężne dźwigi raz po raz transportujące ciężki sprzęt – wszystkie te rzeczy działają na wyobraźnię człowieka bo można tu faktycznie doświadczyć potęgi, siły która stworzył człowiek. Niestety mimo tego, że swoje obowiązki wykonywałem w najlepszy możliwy sposób moje “Offshorowe życie” za wszelką cenę chciał zakończyć wyżej wspomniany szkot. Do tej pory nie wiem czemu i dlaczego wybrał sobie do tego akurat mnie ale wiedziałem już na początku problemów iż nie mam zbyt wielkich szans z nim – byłem na statku nowa osoba on przesiedział tam już kilka dobrych lat. Wtedy nie wiedziałem jeszcze,że w tym zawodzie jak chce się osiągnąć swoje bardzo często trzeba być świnią i walczyć o swoje (teraz za to po prostu skopałbym mu dupe) więc odpuszczając i nie przeciwstawiając się mu sprawiłem,że mimo mojej dobrze wykonywanej pracy na pokładzie firma otrzymała kiepska opinie na mój temat.Niestety nie mialem sily przebicia tłumacząc się tym iż po prostu zostałem zgnojony przez człowieka który trzymał się kurczowo stołka a jak później się dowiedziałem był za głupi żeby awansować – niestety wszystko to zaczęło z niego wychodzić a ja stałem się celem na odreagowanie. Po zakończeniu 3 miesięcznego kontraktu i powrocie do domu dowiedziałem się, że na chwilę obecną firma rezygnuje ze mnie i tak też cudowny okres Offshorowca się zakończył. Hmm czy na długo? Czy może wróciłem do handlówki? No przecież nie skończyłem pływać przez jakiegoś głupka! Ale o tym już później i w kolejnych wpisach nie mogę wywlec wszystkiego na raz :) Na pewno mogę powiedzieć jedno…branża Offshore to ogromny skok do przodu a może wspinaczka na górę ale bardzo szybko z tej góry można spaść. No dobra powiem Wam…ja na tą górę wspiąłem się i bardzo boleśnie spadłem odbywając następny kontrakt na statku handlowym. Ale nie odpuściłem, zabrałem się za siebie i osiągnąłem to co osiągnąłem i ciągle żyje nadzieja, że będzie mi dane spotkać tego szkota jeszcze raz ;) Na pewno trzeba wiele czasu poświęcić na dokształcanie się,posiadanie ogromnej wiedzy znacznie ułatwia tu życie. A jakie Wy macie doświadczenie,spostrzeżenia dotyczące tego rodzaju pracy? Jak Wy/Wasza druga połowa pływacie? Na jakich statkach? Chętnie wysłucham Waszych doświadczeń związanych z praca..

 

Zostały niecałe 4 tygodnie i do domu :)

Nawigacja po wpisie

  3 comments for “Magia branży Offshore.

  1. ~Justyna
    21 lipca 2017 o 08:42

    Ja to bym tak mogła czytać i czytać, a zanim się obejrzę jest już koniec postu:P. Myślisz, że pan Szkot by Cię przeprosił? Ja jestem pełna podziwu, bo ja pewnie bym się poddała, a Ty dalej walczyłeś o siebie :). Cztery tygodnie mówisz? To już pewnie szybko zleci:). A zważywszy na to, że pogoda coś nas nie rozpieszcza w te wakacje, to może wrzesień będzie ładniejszy? Chociaż Ty pewnie pogodą się nie przejmujesz:P. Moje dzieciaki wracają od swojego taty w niedzielę (są u niego na tydzień) i już trochę mi tęskno za nimi. W sumie chyba pominęłam sedno rozdziału, ale mam nadzieję, że mi wybaczysz:P. Zresztą można to zawsze naprawić;). Często spotyka się ludzi, którym tak zależy na stanowisku, że zrobią dla niego wszystko. Czasem dochodzi przez to do większych tragedii. Ciekawe, czy wtedy Ci, którzy podkładali kłody pod nogi mieli wyrzuty sumienia? Dobra, nie rozpisuję się bardziej, bo i tak przegięłam:P. Pozdrawiam.

  2. 22 lipca 2017 o 01:34

    Cieszę się że jesteś zainteresowana tematem widzę chyba jako jedna z niewielu osób :p ja pracę na morzu uważam za hobby co może wyżywić ale bardzo niewdzięczne hobby które przestaje z czasem kręcić żeby rozkrcic na nowo :) mam nadzieję że pogoda wróci za każdym razem jak wracam w wakacje trafiałem na cudowna pogodę wić tym razem nie będzie inaczej szykuj strój plażowy na połowę sierpnia! D
    Czy by przeprosil.? Nie sądzę ale teraz mam argumenty zeby pokazać mu jakim jest dupkiem – mściwa bestia?;)
    Nie miej do siebie pretensji o rozpisywanie to mile a ja bardzo lubię poznawać dociekliwe kobiety więc zawsze służę odpowiedziami a i chętnie konwersacje poprowadzę – wszystko zależy od Twoich chęci ;-)

    • ~Justyna
      22 lipca 2017 o 09:51

      Ja w kostiumie nie paraduję, jak nie muszę także szykować go nie będę:P. Chociaż przyznaję, że narodziła się we mnie chęć pojechania nad morze, bo i moja siostra w tym roku była i mama i tak samej też mi się zachciało pogapić na fale, pooddychać tamtejszym powietrzem. Ale za to prawdopodobnie uda się mi pojechać w góry na co bardzo się cieszę, bo to taka moja miłość:).
      Czyli co, że jednak praca na statku Cię nie kręci? Tak sobie myślę, że ja na pewno mam błędne wyobrażenie o tej pracy ze względu na książki przygodowe, dlatego fajnie jest poczytać jak to jest w dzisiejszych czasach. Wydawało się mi, że jednak trzeba to kochać, bo właśnie jest się z dala od bliskich i chyba przede wszystkim otacza Cię woda, a chyba nie każdy by to wytrzymał? Nie wiem, czy odczuwa się satysfakcję? No i pytanie- jeśli nie to, to co? Nie wiem, czy piszę z sensem:/. Po prostu ja np nie jestem zbyt zaradna, nie ma rzeczy, na której znałabym się jak na niczym innym. Trochę zazdroszczę ludziom, którzy właściwie od początku wiedzą, co chcą robić w życiu albo mimo chwilowej niepewności wracają na drogę swych pasji i marzeń. Chociaż to na pewno też zależy od danej sytuacji.
      Ja na miłą konwersację zawsze jestem otwarta tylko boję, że Cię zanudzę:D.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *